Przeskocz do treści

Get Lost!


Po katastrofie samolotu pasażerskiego lecącego z Sydney do Los Angeles kilkudziesięciu ocalałych pasażerów odzyskuje przytomność wśród płonących szczątków maszyny na plaży bezludnej, tropikalnej wyspy. Liczą na rychły ratunek, ale mijają dni, a żadna pomoc nie nadpływa ani nie nadlatuje. Skazani na siebie zaczynają wspólnie, choć nie bez zgrzytów, organizować swe życie na wyspie. Jednocześnie okazuje się, że miejsce, do którego trafili, kryje wiele tajemnic, a niektóre z nich mogą okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Z każdą nową napotkaną zagadką coraz bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że nawet jeśli są zwykłymi rozbitkami, to wyspa do zwyczajnych na pewno nie należy.

Oryginalne? Po chwili namysłu i drapania się po głowie musimy odpowiedzieć, że nie. Taki punkt wyjścia to wypisz-wymaluj uwspółcześniona synteza Robinsona Kruzoe i Tajemniczej wyspy. Lecz z drugiej strony, czy to źle? Najlepsze pomysły bywają zazwyczaj najprostsze, a z serialem o rozbitkach nie mieliśmy chyba jeszcze do czynienia. Za oceanem LOST — Zagubieni zgodnie okrzyknięto mianem największego wydarzenia telewizyjnego sezonu 2004/5. Ukoronowaniem sukcesu odniesionego przez produkcję było przyznanie jej Nagrody Emmy w kategorii Najlepszego Serialu Dramatycznego we wrześniu 2005. Niestety, do Polski LOST na razie nie dotarł. Uściślając: Żadna z większych stacji nie zdecydowała się na zakup licencji i tym sposobem doszło do małego paradoksu — prawa do emisji nieprzeciętnego serialu przejęła przeciętna i mało znana stacja AXN dostępna tylko w niektórych sieciach kablowych. Warto w tym momencie zaznaczyć, że większość potencjalnych widzów posiadających dostęp do AXN-u i tak nie ma zielonego pojęcia o serialu (wiem o tym na przykładzie kolegi oraz kuzyna), gdyż nie zadbano o odpowiednią reklamę.

Nie liczę na to, że poniższa recenzja pierwszego sezonu Zagubionych zachęci którąś z liczących się stacji do rozpoczęcia emisji odcinków w najbliższej przyszłości. Na pewno jednak LOST prędzej czy później z impetem trafi i do naszej telewizji, a ja po prostu pragnę Wam oznajmić, że macie na co czekać. Amerykańscy krytycy i widzowie tym razem nie dali plamy. Zagubieni spełniają w stu procentach najważniejsze kryterium dobrego filmu bądź książki — wciągają. Wciągają niczym bagno.

Wcześniej zauważyłem, że pomysł, na którym oparto fabułę serialu odznacza się prostotą i teraz bynajmniej nie mam zamiaru z tego poglądu się wycofać. Rzecz w tym, że nieskomplikowanie pomysłu wcale nie implikuje nieskomplikowania fabuły, czego LOST jest wybornym dowodem. Na wielką wciągalność serialu i płynącą z oglądania przyjemność składają się dwa elementy: różnorodna galeria postaci i mnogość równoległe rozwijanych i zgrabnie splecionych ze sobą wątków.

Choć otwierającą serial katastrofę samolotu przeżyło czterdzieści osiem osób, większość z nich ze zrozumiałych powodów została zredukowana do roli statystów. Na pierwszy plan wysunięto natomiast czternaście postaci, a więc grupę i tak liczebnie nieskromną. Zresztą nie tylko liczebnie. Każdy z naszych bohaterów posiada odmienne, wyraźnie zarysowane i psychologicznie wiarygodne (oczywiście, nie zapominajcie, że mówimy o wiarygodności filmowo-serialowej) usposobienie, a z jego lub jej przeszłością zawsze wiążą się interesujące wydarzenia. Mamy więc: Jacka, lekarza, który staje się dla ocalałych kimś w rodzaju przywódcy; Johna Locke'a, bardzo zagadkową, ale i zarazem sympatyczną postać; Sayida, eks-żołnierza irackiego; koreańskie i nie znające angielskiego małżeństwo Kwon; Claire, kobietę w zaawansowanej ciąży; Boone'a i Shannon, młode rodzeństwo; Michaela i Walta, ojca i dziesięcioletniego syna; piękną, lecz owianą mgłą tajemnicy Kate; grubego, wesołkowatego Latynosa Hurleya; Charliego, gitarzystę będącego w swoim czasie na topie zespołu Drive Shaft; i wreszcie Sawyera, który przynajmniej na początku odgrywa rolę "czarnego charakteru".

Ludzie od castingu spisali się bardzo dobrze. Aktorów dobrano perfekcyjnie i wszyscy spisują się wyśmienicie. Nie odnajdziemy tu jednak wiele znanych nazwisk. W oczy rzuca się przede wszystkim Dominic Monaghan w roli Charliego, który nie tak dawno temu jako Merry przemierzał Śródziemie z resztą Drużyny. Miłośnicy horrorów klasy B rozpoznają jeszcze Terry'ego O'Quinna (czyli Locke'a), który w latach osiemdziesiątych odegrał tytułowe role w obu częściach Ojczyma. I tyle. W zasadzie trudno się dziwić, gdyż większość z aktorów to bardzo świeże twarze mające na swych kontach bardzo nieznaczne dorobki filmowe. Na przykład dla Evangeline Lilly, odtwórczyni roli Kate, to niemalże debiut, ponieważ wcześniej pojawiała się na ekranie tylko jako postać trzecioplanowa bez żadnych mówionych kwestii. Należy również podkreślić, że przygotowania do kręcenia Zagubionych odbyły się w krótkim przedziale czasowym i zmiany w scenariuszu wprowadzano jeszcze na etapie castingu, pod kątem aktorów ubiegających się o role. I tak oto postać Hurleya wymyślono specjalnie dla aktora Jorga Garcii.

Najbardziej charakterystyczną formalną cechę LOST stanowi przeplatanie wydarzeń rozgrywających się na wyspie z epizodami z przeszłości poszczególnych postaci. Choć wśród wymienionej wcześniej czternastki nie ma bohatera "najgłówniejszego", to w każdym z odcinku inna osoba pojawia się w centrum uwagi i to wokół niej oscylują bieżące zdarzenia. Jednocześnie, w formie wspomnień tejże postaci, poznajemy fakty z jej przeszłości. Początkowo owe retrospekcyjne wstawki mnie irytowały — wolałem wiedzieć, co dzieje się na wyspie — ale bardzo szybko nauczyłem się je doceniać. "Fleszbeki" nie tylko odkrywają przed nami motywy i pogłębiają psychiki bohaterów; każdy z nich to także zręcznie opowiedziana historia z zazwyczaj zaskakującą puentą.

Pozornie przeszłość każdego z bohaterów nie ma żadnego związku z zagadkami wyspy, lecz w świetle wydarzeń przedstawionych w ostatnich odcinkach pierwszego sezonu niektóre z retrospektywnych wątków nabierają nowego znaczenia. Do zebrania się wszystkich elementów w jednolitą całość droga bardzo daleka, ale dzięki coraz to nowym powiązaniom fabuła rozpędza się i nie przestaje fascynować. Tajemniczość stanowi bez wątpienia największą siłę LOST. Wyspa jawi się coraz bardziej niezwykle, pytania się mnożą, a nieliczne uzyskane odpowiedzi otwierają jedynie drogę do następnych zagadek. Każdy z odcinków kończy się "cliffhangerem"1, a oglądający serial w telewizji muszą z niecierpliwością czekać długie siedem dni na następny odcinek (co prawda niewielka to cena za cotygodniowy, mniejszy lub większy przełom w fabule). Pierwszy sezon podsumowano natomiast cliffhangerem tak wielkim (i w dodatku podwójnym), że zmuszanie widzów do czekania przez kilka miesięcy na ciąg dalszy graniczyło z sadyzmem.

Jak to wszystko się skończy? Twórca serialu, J.J. Abrams, stwierdził, że "rozwiązanie całej tajemnicy jest dość proste". Jasne, nie mógł przecież powiedzieć, że jest "bardzo skomplikowane". Na razie scenarzyści radzą sobie nie gorzej od aktorów, a po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków sezonu drugiego mogę Wam powiedzieć, że warto było czekać tyle czasu na ciąg dalszy całej historii. Mam tylko nadzieję (niewykluczone, że płonną), iż twórcy w ostatecznym rozrachunku nie potraktują serialu jako maszynki do zarabiania pieniędzy i zakończą opowieść na trzecim-czwartym sezonie. Pytań nie można mnożyć w nieskończoność, a efektownego finału nie wolno zbyt długo odwlekać. W tej chwili ten nadzwyczajnie dobry serial jest więc w stanie zniszczyć jedynie tchnąca nudą rozwlekłość. Na razie nie pojawiła się ani na chwilę, bądźmy więc dobrej myśli. Tak czy owak LOST już teraz stał się dla pierwszej dekady XXI wieku tym, czym Z archiwum X było dla lat dziewięćdziesiątych.

Opinia Magnesa:

Zagubionych zacząłem oglądać za namową znajomego, który zobaczył jeden odcinek i był zafascynowany postacią Locke'go. Serial podoba mi się bardzo z kilku powodów. Pierwszym jest możliwość kombinowania: o co tutaj chodzi? czym jest wyspa? czy to realność, czy może wirtual? a jeśli to urojenia jednego z rozbitków? Pytań rodzi się wiele i przyjemnie czasem przemyśleć różne teorie, które później najczęściej rozbija nam jakiś odcinek, który wywraca wszystko do góry nogami.

Drugi powód to ciekawe postacie rozbitków — wszyscy kryją jakieś tajemnice, każdy ma złożoną osobowość, o każdym dowiadujemy się w niektórych odcinkach rzeczy, które rzucają nowe światło na wcześniejsze zachowanie danej osoby. Na uwagę zasługuje szczególnie Locke, który wydaje się czasem (a czasem znów nie) kluczem do zagadki wyspy. W drugim sezonie w jednym z odcinków przeciwstawiono wiarę Jacka w naukę wierze Locke'go w fantastyczne pochodzenie fenomenów, których rozbitkowie doświadczają na wyspie. Myślę, że stanowi to kwintesencję LOSTa — przeciwstawienie fantastyki nauce. Zapewne ostatecznie okaże się, że zarówno Jack jak i Locke mieli rację — ale to tylko jedna z kolejnych hipotez, które stworzyłem, oglądając serial.

Jedyne co nie podoba mi się w Zagubionych jest rozwlekłość, którą można porównać do brazylijskich seriali. Tu nie ma pędzącej akcji, jak w Battlestar Galactica, gdzie w jednym odcinku potrafi wydarzyć się kilka ważnych rzeczy, na wyspie wszystko toczy się powoli, niektóre zdarzenia rozciągane są na kilka odcinków (a nawet cały sezon — otwarcie włazu), a scenarzyści robią wszystko, by zdradzić za każdym razem jak najmniej. Trochę razi mnie też "numerologia" (szczególnie pierwszy odcinek o Hurleyu), ale z czasem przywykłem.

Opinia Jeremiaha Covenanta:

LOST zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim, poziom napięcia jest doskonale stopniowany i praktycznie nie ma odcinka, w którym wiałoby nudą. Schemat zastosowany przez scenarzystów — akcja przeplatana retrospekcjami — sprawdza się znakomicie. Bohaterowie są przekonujący, a ludzie odpowiedzialni za casting wykonali dobrą robotę. Co do samej wyspy, będącej miejscem akcji — jestem praktycznie pewien, że nawet po zamknięciu projektu LOST nie będziemy wiedzieli o niej wszystkiego.

Generalnie mówiąc — cała seria trzyma poziom i w sumie rzecz biorąc nie ma odcinka, o którym mógłbym powiedzieć coś złego. Jedynym mankamentem był, jak dla mnie, zbytni "amerykanizm" pewnych sytuacji — jeśli będziecie oglądali (do czego gorąco zachęcam), sami się zorientujecie, o co mi chodzi.

PS. O wilku mowa... Z przyjemnoscia zawiadamiam, ze telewizja publiczna na dniach rozpocznie emisje pierwszego sezonu Zagubionych. Pierwszy odcinek bedziecie mogli obejrzec w czwartek, 3 listopada, o g. 20:00 na programie TVP1. Goraco zachecam!

1: To niezwykle zgrabne określenie nie trafiło jeszcze do polszczyzny, czuję się zatem w obowiązku wytłumaczyć je niezorientowanym przy pomocy Wikipedii:
Cliffhanger (ang. "zawieszenie na krawędzi (klifu)") - zabieg stosowany w filmach (zwłaszcza w serialach) i powieściach, polegający na nagłym zawieszeniu akcji w sytuacji pełnej napięcia, w której główni bohaterowie znajdują się w trudnej sytuacji, nawet zagrożenia życia.

Borys Jagielski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *