Myślące maszyny


Rafael:
Od czasu pewnego męczyły mnie myślące maszyny. Motyw jakże znany z filmów i gier, ale właściwie co oznacza, że maszyny „myślą”?

Zastanawiając się nad maszynami doszedłem do paru pytań, kilku odpowiedzi, garści wniosków oczywistych i odrobiny hipotez. Fragmentami tych rozważań pragnę się tu podzielić w formie nie zawsze lekkiej i w sumie rzadko strawnej.

Maszyna myśląca

Rafael:
Maszyna nie myśli tak jak człowiek – to jest dosyć oczywiste. W takim razie w jaki sposób myśli?

Po pierwsze musi umieć się uczyć. Nie kopiować poprzednie działania, tylko łączyć fragmenty i tworzyć własne procesy.

Rasgan:
Kopiowanie jest pewną formą nauki. Ile razy pisaliśmy literkę „a” zanim nauczyliśmy się ją pisać poprawnie? Ile razy powtarzaliśmy tabliczkę mnożenia by płynnie się nią posługiwać? Nie było to nic innego jak kopiowanie, powtarzanie pewnej czynności w koło. Nasz mózg jest tak zbudowany, że zapamiętuje albo to co w koło powtarzamy, albo to co jakoś szczególnie się nam kojarzy. Tak więc pozwolę sobie stwierdzić, że jeśli maszyna będzie wiedziała co, gdzie i w jaki sposób ma kopiować, będzie już całkiem inteligentną bestią.

Rafael:
Masz rację. Jednak nie każda nauka to kopiowanie. Jako istota niewielka – kiedy to było? – sam określiłem wzór na pole trójkąta. Wiem, wyczyn niewielki, sprawa znana od dawien dawna. Ale przecież nie było to kopiowanie, tylko zauważenie, że trójkąt to połowa prostokąta.
A co do stwierdzenia, że „będzie już całkiem inteligentną bestia” zgadzam się całym sercem, choć może trzeba by mówić „jest”, gdyż prototypy takich maszyn (a właściwie programów) już powstają.

Rasgan:
Dokładnie. Są. Miałem przyjemność osobiście bawić się robotem z implementowaną siecią neuronową, oraz pisać bardzo prosty program uczący sie rozpoznawać tekst. Oparty był on na algorytmie genetycznym i oczywiście sieci neuronowej. Tak więc jest to już teraźniejszość.

Rafael:
Po drugie maszyna musi przewidywać. Człowiek może funkcjonować tylko dlatego, że przewiduje. Przecież nawet najdrobniejszą czynność przewidujemy, dzięki czemu nasze ruchy są w miarę logiczne. Człowiek nie działa spontanicznie. Jeśli mówimy o kimś spontaniczny, to znaczy, że owa osoba przewiduje bardzo szybko i krótko przed czynnością. Jednak i ona nie rzuci się w przepaść, bowiem przewidzi jaki będzie efekt. Maszyna musi więc przewidywać, aby spontanicznie nie wysadzić swego głównego procesora (to oczywiście tylko przykład).

Rasgan:
Przewidywanie to wynik nauki. Jeśli nie będziemy mieli choćby najbardziej podstawowej wiedzy na temat danego zjawiska nie będziemy w stanie przewidzieć co się stanie – chyba, że będziemy wizjonerami. Prosty przykład: Kopiemy piłkę. Co się stanie? Piłka poleci w jakimś kierunku. W jakim? Zależy od tego gdzie ją kopiemy i w jaki sposób. Skąd to wiemy? Z własnego doświadczenia. Jeżeli maszyna będzie potrafiła się uczyć, zbierać dane i je analizować doskonale będzie umiała przewidywać skutki danej akcji. Może jeszcze jeden przykład. Zakładamy, że istnieje dziecko które potrafi mówić, lecz nie zna znaczenia niektórych przekleństw oraz skutków jakie towarzyszą wypowiedzeniu ich. Jak ma przewidzieć czy za powiedzenie brzydkiego słowa dostanie w skórę, czy zostanie pochwalone? Nie jest w stanie tego zrobić. Może jedynie spróbować i przekonać się na własnej skórze. Za którym razem wyciągnie wnioski i czy w ogóle je wyciągnie to pozostawiam wam do rozważenia.

Rafael:
I tu nie sposób nie zgodzić się z Twoim zdaniem. Jednak przyznam, że traktuję Twoją wypowiedź raczej jako uzupełnienie mojej pierwszej myśli. A właściwie jako most między punktem pierwszym, a drugim. Bo nie napisałem tam, że maszyna musi się uczyć na obydwa sposoby – powtarzania i kopiowania oraz zauważania. Mea culpa.

Rasgan:
No bez przesady. Ja tylko wtrącałem komentarze tam gdzie miałem coś do powiedzenia. Nie wytykam błędów, bo jest coś co nas różni od maszyn. My odczuwamy winę i nie jesteśmy idealni. Choć dążenie do idealności akurat nas łączy.

Rafael:
Po trzecie maszyna musi tworzyć. Musi myśleć abstrakcyjnie. O rzeczach, z którymi nigdy nie miała kontaktu lub które nie istnieją. Tym się człowiek zaczął wyróżniać spośród zwierząt i tym maszyny myślące muszą się wyróżniać od zwykłych (czyt. bez sztucznej inteligencji).

Rasgan:
Badania Kanadyjczyków (oni badają różne dziwne rzeczy bardzo często) wykazały, że kruk jest inteligentniejszy od małpy. Małpa tak jak (teoretycznie) inne zwierzęta potrafi posługiwać się narzędziami. Badania Kanadyjczyków wykazały, że kruki potrafią tworzyć takie narzędzia. Według tezy Rafaela myślą abstrakcyjnie, czy więc są inteligentne? Niewątpliwie tak, ale do czego zmierzam? Otóż czy mutujące wirusy komputerowe, które już dziś robią to samoczynnie nie są inteligentne? Czy nie jest to zalążek inteligencji maszyn?

Rafael:
Badań owych nie znam. Z tego co tu piszesz sądzę, że kruki mogą myśleć abstrakcyjnie.Tu jednak zaczyna się problem – ptaki te raczej nie skręciły śrubek, silniczka kilku podkładek i paru kabelków, aby zrobić wiertarkę… Chętnie zapoznam się z tymi badaniami (o ile oczywiście będą napisane w miarę strawnej formie), aby dowiedzieć się co to za narzędzia, jak kruki je wykorzystywały i takie tam.

Rasgan:
Do pozaginanej rurki wrzucono jakiś tam kruczy przysmak. Rurka była tak zrobiona, ze nie szło się do niej dostać ot tak i nawet człowiek miał z tym problem. Tak więc przysmak był niedostępny. Obok rurki położono kamień, drut, jakieś papierki i szmatki i kilka innych gadżetów. Kruki jako jedyne z badanych zwierząt tak długo zaginały drut, aż stworzyły coś co im odpowiadało i umożliwiło wydobycie łakoci. Małpa po prostu zepsuła rurkę kamieniem. Czyli wykazuje działanie destrukcyjne (jak człowiek).

Rafael:
Każdy sposób jest dobry. Czy można wnioskować, że kruk jest mądrzejszy? Niekoniecznie. Kruki prawdopodobnie nie mogły (ze względów fizycznych) samodzielnie zniszczyć rurki, a małpy nie musiały radzić sobie w inny sposób. Czy któreś z tych zwierząt myśli abstrakcyjnie? Pewnym wyznacznikiem byłoby np. grzebanie zmarłych. Ponieważ grzebanie właściwie nic nie daje (poza wiecznym odpoczynkiem), to istoty nie myślące abstrakcyjnie nie odczuwają potrzeby pogrzebu. A kruk mógł przecież nie projektować drutu (aby uzyskać odpowiedni kształt), tylko działać na zasadzie prób i błędów.

A swoją drogą po co małpa psuła rurkę, skoro w środku był przysmak kruków?

Rasgan:
A to też świadczy o jej inteligencji małpiszonów. Jednak kruki jako jedyne z badanych zwierząt tworzyły narzędzia.

Rafael:
Inną kwestią jest porozumiewanie się. Język ptaków i tak jest dosyć rozwinięty, ale gdzie im do ludzi czy maszyn. Zatem ciężko jest im przedstawić wszystkie aspekty swoich „badań”. Poza tym myślenie abstrakcyjne odnosi się też do rzeczy, o których od kruków się nie dowiemy: życie pozagrobowe, marzenia (a właściwie część marzeń), i tym podobne.

Otóż mutujące się wirusy komputerowe są tak zaprogramowane, aby się mutowały. I robią to, co do nich należy. A czy są świadome tego co robią?

Rasgan:
Właśnie świadomość. Naprawdę ciekawa sprawa. Nigdy nie byłem dobrym filozofem, ale uważam, że dojdzie do tego. Maszyny będą miały świadomość, tak jak w Ghost in the shell.

Rafael:
Kiedyś zapewne dojdzie. Choć moim zdaniem, przy ścisłej współpracy z biologią.

Rasgan:
Wiesz, ale zastanawiam się ciągle czy świadomość to coś co charakteryzuje tylko istoty żywe, czy też istoty inteligentne. Nie daje mi to spokoju. Myślę jednak, że pozostanę przy wersji, iż świadomość tyczy się istot inteligentnych i żywych.

Rafael:
I tu Cię poprę, ale maszyna nie mając szans na stanie się istotą żywą musi stać się istotą inteligentną.

Rasgan:
Hmm… Ciekaw jestem gdzie zakwalifikować cyborgi i androidy. No wiesz, maszyny o żywych organizmach ale z elektronicznym mózgiem. No bo maszyna w 100% to nie będzie, żywy organizm również nie. Tak więc co z nimi? Jest po części żywym organizmem, a po części maszyną. Nie wiem jednak czy nie zagłębiamy się zbyt daleko. Miało być tylko o inteligentnych maszynach.

Rafael:
A jak maszyny z mózgiem (częściowo) biologicznym? Jak już się mamy bawić w Arystotelesów, to ja widzę trzy wyjścia: po pierwsze uznać za trzecią grupę (a właściwie czwartą, bo trzecie są wirusy) obok rzeczy żywych i rzeczy martwych; po drugie bawić się w procenty i uznawać za to, czego w cyborgu więcej (mnie to nie przekonuje); i po trzecie brać pod uwagę najważniejszy organ, czyli mózg. Mi najbardziej odpowiada opcja trzecia.

Rasgan:
No mnie bardziej przekonuje stworzenie osobnej grupy androidów lub cyborgów. Nazwa mało ważna.

Rafael:
W końcu po czwarte musi istnieć w maszynie wola. Wola, świadomość, nie wiem jak to określić jednym wyrazem. Człowiek gdy chce rzucić kamyk w dowolne miejsce to obraca się kilka razy z zamkniętymi oczami i gdy straci orientację, wtedy rzuca kamieniem. Maszyny muszą mieć własną wolę aby móc robić rzeczy dowolne. Rzeczy losowe. Aby mogły uruchamiać własne algorytmy bez sygnałów z zewnątrz.

Ragsan:
O tak. Z tym się całkowicie zgadzam.

Rafael:
Proste cztery kwestie. Kwestie absolutnie podstawowe, choć pewnie nie jedyne.

Komputery działają na algorytmach. U maszyny ze sztuczną inteligencją algorytmy te muszą się samoczynnie tworzyć bowiem inteligencja stworzona przez człowieka nie może być formą ostateczną. Człowiek nie jest w stanie całkowicie zabawić się w Stwórcę, a maszyny mają ten komfort, że mogą wpływać na każdy fragment siebie (jeśli oczywiście mają odpowiedni algorytm). Człowiek nie przewidzi wszystkich sytuacji, w jakich maszyna się znajdzie, więc maszyna musi się samodzielnie dostosowywać.

O komputerze, który sam się tworzy, można już powiedzieć, że posiada sztuczną inteligencję. Samodzielne tworzenie nie polega oczywiście na zapisywaniu, czy składaniu nowych algorytmów ze starych. Takie działanie nadal nie jest tworzeniem, bowiem moment pisania takiego algorytmu byłby przewidziany.

Rasgan:
Wiesz Rafaelu, zajmuję się trochę programowaniem. Uwierz mi na słowo lub sam spróbuj, a przekonasz się, ze z kopiowania algorytmów, jego części, a nawet pojedynczych słów kodu w odpowiednie miejsce i w odpowiedni sposób powstanie całkiem przyzwoity i sprawnie działający algorytm. Odważę się stwierdzić, że pisanie programów to w bardzo dużym uproszczeniu kopiowanie słów w pewnym ustalonym porządku. Jednak według mnie jest to już tworzenie. Efekt algorytmu ma być przewidywalny, bowiem definicją algorytmu brzmi: przepis na rozwiązanie zadania. Skoro znamy zadanie, możemy napisać algorytm jego rozwiązania. Nie ma tutaj miejsca na przewidywania.

Rafael:
Dawno temu (nie interesowałem się wtedy jeszcze polityką, ale powiedział mi o tym mój ojciec) był zwyczaj, że kolejni politycy wchodzący na mównicę sejmową odpowiadali w trzech zdaniach na pytanie „co mówił poprzedni mówca?” Piękny zwyczaj, gdyż pokazywał poprzedniemu politykowi, czy został zrozumiany. Inną zaletą było zmuszenie ludzi do słuchania.

Po co o tym piszę? Bo mam wrażenie, że nie zrozumiałeś co chciałem przedstawić.Otóż ja też zajmowałem się kiedyś programowaniem (jakiś tydzień, wierz mi, założenia i pisanie algorytmu można nieźle zrozumieć przez tydzień). Krótko, gdyż tylko hobbystycznie, a nikt przecież nie ma nadmiaru czasu, ale zawsze.

Wiem zatem, że bez trudu tworzymy kolejne możliwości kolejnych działań (oparte zazwyczaj na konstrukcjach warunkowych). Algorytm przez nas napisany ma wiele możliwych zakończeń. A klucz do sukcesu leży w tym, żeby maszyna sobie poradziła, jeśli żaden warunek nie zostanie spełniony, czyli musi tworzyć (lub jeśli wolisz składać) własne algorytmy. W tym kierunku zdaje się podążają wspomniane dalej sieci neuronowe.

Powyższy akapit może brzmieć troszkę niejasno, więc postaram się wyjaśnić. Twórca pisze algorytm: Jeśli maszyna zostanie uderzona, to za symuluje wszystkie możliwe warianty działania i wybierze taki, który pozwala oddać przy minimalnym ryzyku uszkodzenia. Maszyna w takiej sytuacji nie tworzyłaby samodzielnie algorytmu działania, a poza tym algorytm nie uruchamiałby się samodzielnie (mamy sygnał z zewnątrz – uderzenie). Z tworzeniem mielibyśmy do czynienia, gdy w pamięci maszyny nie byłoby żadnych instrukcji dotyczących uderzenia i obrony, a ona i tak by napisała odpowiedni algorytm. I tutaj jest potrzebne samodzielne tworzenie.

Rasgan:
Tak. Musieliśmy się wzajemnie źle zrozumieć. Ty Rafaelu nie zrozumiałeś chyba tego co ja przedstawiałem. Miałem na myśli to, że jeśli wystąpi wspomniana przez ciebie sytuacja. Gdy algorytm nie ma opcji podążania w danym kierunku. Gdy zmieni się środowisko maszyny. Tak. Wtedy maszyna składa nowy algorytm, który jest przepisem na rozwiązanie nowej sytuacji. Ale zauważ, że tak jak pisałem wcześniej, maszyna zna rozwiązanie, a jest nim cel jaki chce osiągnąć. Przykładowo mamy maszynę która umie chodzić i jest inteligentna. Jej celem jest dojść do punktu A. Po drodze zawalił się most. Nie było takiej opcji w algorytmie. Co robi maszyna? Znając cel – punkt A – zaczyna wymyślać rozwiązanie problemu jakim jest ominięcie przeszkody. Tworzy nowe, własne instrukcje warunkowe.

Rafael:
Zgadzam się.

Rasgan:
Czyli nie ma co dodawać.

Rafael:
To jednak nie wszystko. Cofnijmy się jednak w czasie. Niewiele, kilka sekund. Powiedzmy człowiek, który nie bardzo lubi myślące komputery podchodzi z młotem do naszej maszyny. I co? I maszyna powinna przewidzieć co może zrobić człowiek trzymający młotek. I po przewidzeniu powinna stworzyć procedury, które pozwolą uniknąć zagrożenia.

Skoro cofnęliśmy się o kilka sekund, to czemu nie cofnąć się o kilka minut? Maszyna widziała już ludzi, ale zasadniczo nikt jej nigdy nie uderzył. Nikt nie próbował jej też niszczyć i w ogóle dobrze jej się „żyło”. Jednak ona w każdym (i w ludziach, i w innych maszynach) zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwo. Wymyśla sytuacje, w których mogłaby być uszkodzona. Jednak weźmy pod uwagę fakt, że nie zaistniała żadna sytuacja, która maszynę naprowadziłaby na „myśli” o takich sytuacjach. Maszyna wpadła na to całkowicie sama!

Rasgan:
Daleko posunięta teza. Jeśli nie spotkałbyś się z przemocą, nie widziałbyś jej w telewizji, nikt by cię nie uderzył jakbyś wpadł na to, że każdy z przechodniów mijających cię na ulicy chce ci strzelić w plecy? Czy domyśliłbyś się tego, że każdy z kierowców samochodu tylko czyha na okazje by cię potrącić?

Rafael:
Jako, że zazwyczaj posługuję się skrajnymi przykładami tym razem nie zrobię wyjątku…
Czy przypadkowy przechodzień wbił Ci już kiedyś nóż w plecy? Sądzę, że nie (jeśli jest inaczej, to współczuję). W takim razie czemu widząc jakiegoś mężczyznę z nożem (za to bez karku…) to staniesz się czujny i uważnie go obserwujesz? Bowiem wiesz, że on może Ci coś zrobić. Skąd wiesz? Sam przyznajesz, na przykład z telewizji.

A przecież maszyna (o ile nie była odłączona od wszelkich danych) zna historię, wszelkie wypadki i choroby ludzkie. Skoro zatem „ziomal” mógł wbić nóż panu X, to wpadasz na to, że mógłby zrobić to Tobie.

Ten przykład właściwie nie do końca odzwierciedlał problemu, bowiem nie można twierdzić, że człowiek i maszyna to jedna rasa. Jednak czy widząc sadystę znęcającego się nad wiewiórką nie boisz się, że może on zrobić to Tobie? Jasne, że się boisz i de facto to bardzo dobry odruch.

Rasgan:
Kiedy ja właśnie mówiłem, o przypadku gdy nie ma dostępu do TV ani innych danych.

Rafael:
Tak, zrozumiałem. Tylko, że nasza maszyna nie doświadczyła nigdy agresji człowieka. A to przecież nie oznacza, że o niej nie wie i nie ma informacji o tym, jak człowiek się zachowuje.

Rasgan:
W takim razie to mnie pozostaje powiedzieć mea culpa. Tym razem to ja nie zrozumiałem.

Tworzenie myślącej maszyny

Rafael:
Warto by było zastanowić się nad motywem powstawania inteligencji u maszyny. Osobiście uważam, że człowiek może dać tylko podłoże pod taką inteligencję, bowiem myśli swobodne to rzecz zbyt skomplikowana dla naszego rozumu. Nie ma chyba człowieka, który potrafiłby opisać matematycznie myślenie kreatywne.

Rasgan:
Jest jednak coś takiego i nazywa się sieci neuronowe.

Rafael:
Nie wiem, czy można nazwać sieci neuronowe myśleniem kreatywnym. Wymyśl potwora. Tylko jakiegoś oryginalnego, a nie smoka z D&D czy jakiegoś pokemona. Wymyśl całkowicie nowego potwora. Żeby nie powtarzać schematów branych z innych tego typu istot. Trudne, nie? Ale wierz mi, gdybyś się wysilił to byłbyś w stanie. Polecam książki Stanisława Lema pt. „Solaris” i „Astronauci”, gdzie „potwory” nie są powielone. Zwłaszcza Solaris (nie oglądałem filmu, więc nie wiem na ile oddawał fabułę książki), gdzie inna forma inteligencji (pomijam wygląd fizyczny) działa w sposób całkowicie niezrozumiały dla człowieka.

Człowiek często przy tworzeniu takiego potwora posługuje się schematami wykorzystywanymi już wcześniej. Tak zdaje się działają też wspomniane przez Ciebie sieci neuronowe (nie wiem czy to dobre uogólnienie, nie jestem w końcu specjalistą). A jednak ludzie są wstanie wymyślić coś nowego, niekoniecznie odnosząc się do wzorców. Gdybyśmy nie potrafili, to skakalibyśmy jeszcze po drzewach. A nie skaczemy (przynajmniej niektórzy nie skaczą).

Rasgan:
Sieci neuronowe mają za zadanie odtworzyć nasz mózg w formie programu, zbioru danych. Jeśli uda się w 100% opracować to odwzorowanie, to uważam, że maszyny będą mogły robić to co człowiek. Będą myślały kreatywnie.

Rafael:
Piękna konstrukcja warunkowa: jeśli. Jeśli się uda w 100%. Póki co jesteśmy jeszcze dość daleko, a podobieństwo sieci neuronowych do mózgu należało by (na dzisiejszym stopniu tychże sieci) podawać raczej w promilach niż w procentach. Szczęśliwie (albo nieszczęśliwie) nikt tego dokładnie jeszcze nie badał.

Rasgan:
Trochę optymizmu i wiary w naszych matematyków.

Rafael:
Tak więc człowiek daje tylko początek, a komputer sam się później rozwija. Bardzo mi odpowiada opis u Orson’a. Scott’a. Card’a, który wprawdzie nie opisuje maszyny, ale nie opisuje też człowieka. Czytamy tam jak jedna z głównych bohaterek powstała z ansibli (ciekawe, czy to dziwne słowo tak właśnie się odmienia). Nie jestem zwolennikiem teorii o aiua (też nie wiem, czy dobrze przytaczam to słowo Orson’a Card’a), czyli nadnaturalnych wymiarów wszystkich istot. Wierzę w istnienie duszy, ale tylko u istot żywych. A każdy biolog wymieniając cechy istot żywych poda np. metabolizm czy budowę komórkową. Nie ma maszyny, która by to spełniała, czyli maszyna (nawet myśląca) nie jest żywa, czyli nie ma duszy. Dlatego z prozy Orsona pragnę odwołać się do bardzo wąskiego fragmentu.

W owym fragmencie czytamy o początku istoty z jej strony. Czytamy, jak na początku obudziła się malutka świadomość. Świadomość istnienia, właściwie niczego więcej. Istota zaczyna kojarzyć, rozumieć, zapamiętywać. Ale tak jak małe dziecko rozumie w sposób prosty, zapamiętuje tylko niektóre momenty. Później pamięcią nie może sięgnąć do scen sprzed swoich „narodzin”, choć ma dostęp do wszelkich danych historycznych zebranych przez człowieka. Istota następnie rozwija się. Zdobywa dostęp do coraz większej ilości komputerów, miejsc na dyskach, mocy obliczeniowej (u Card’a właśnie w owych ansiblach). Te rozwijanie się pozwala na „dojrzewanie”. Istota może zapamiętywać miliony danych, wykonywać niezliczone ilości operacji, tak jak u Card’a zajmować się ogromną ilością działań na przeróżnych płaszczyznach z dzielonym zaangażowaniem.

Myślę, że powstawanie myślącej maszyny przebiegałoby bardzo podobnie. Wpierw człowiek (nie koniecznie świadomy swego działania) daje komputerowi początek. Maszyna uzyskuje jakąś świadomość i zaczyna się rozwijać. Rozwój maszyny odbywa się bez porównania szybciej niż rozwój jakiejkolwiek innej istoty. Jeśli tylko komputer, na którym sztuczna inteligencja powstała jest podłączony do sieci, to maszyna otrzymuje dostęp do nieprzeliczonych ilości mocy obliczeniowej. Internet jest tu dla niej Jokerem z rękawa. Nie asem, a Jokerem właśnie, bowiem asa może mieć też człowiek, a joker jest czymś ponad.

Rasgan:
Czy więc zwierzęta mają duszę? A może mają ducha? A może w ogóle ich nie mają? A co z roślinami? One również posiadają dusze? Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na te pytania? A jeśli posiadają one duszę, to czy musza w nią wierzyć? A jeśli wierzą to czy są inteligentne?

Rafael:
Dygresja. Niezainteresowani kwestiami wiary mogą ten akapit pominąć. Na te pytania jestem w stanie odpowiedzieć Ci w miarę precyzyjnie, aczkolwiek tylko z punktu widzenia wiary katolickiej. Otóż duszę posiadają wszystkie istoty żywe. Ludzie mają duszę rozumną – są świadomi swoich czynów i są za nie odpowiedzialni. Zwierzęta mają duszę zmysłową – jako, że swoje życie opierają na zmysłach, ale są zdolne do odczuwania części uczuć (pogłaskaj swego psa, na pewno będzie wtedy szczęśliwy). Rośliny zaś mają duszę wegetatywną, bowiem nie mają uczuć (nie wierzę, że śpiewanie kwiatkom ma sens. Nie jestem pewien jaką duszę ma powiedzmy bakteria, ale to przecież nie jest artykuł teologiczny, a ja nie muszę się na wszystkim znać.

Rasgan:
Jeśli zaś idzie o biologów to rozwinę ich podejście. Komórka to materia. Materia to pierwiastki i energia. Każda część maszyny to związek pierwiastków i energii. Czyli w pewnym sensie mogę to nazwać komórką (nie komórką żywego organizmu, ale komórką w sensie części większej całości). Tak więc obydwa rodzaje komórek (poza różnicą w materii ożywionej i nieożywionej) niczym się nie różnią. Stawia to maszyny na równi z organizmami żywymi. Co jeśli maszynę zbudujemy z pierwiastków takich samych jak ciało ludzkie? Czy będzie to istota żywa czy maszyna? A co z hybrydami łączącymi te dwa typy materii?

Zauważę również, że gdyby mózg człowieka był wykorzystywany ponad te 3-8%, choćby w 50%, to moglibyśmy się równać z maszynami w mocy obliczeniowej i szybkości przetwarzania danych. Tak więc ludzie mają swojego Jokera, tylko nie potrafią go wykorzystać. Nie znają algorytmu na to pozwalającego. Nie umieją go stworzyć, poznać, a nawet zbadać. Czy to znów nie stawia nas na równi z maszynami?

Rafael:
Skoro już tak domagasz się odpowiedzi, odpowiem.

Piszesz o podejściu biologów. Jednak definicją biologicznej komórki jest „najmniejsza autonomiczna jednostka żywej materii zdolna do przeprowadzania wszystkich podstawowych procesów życiowych” (Wikipedia). Czy uważasz, że cokolwiek w maszynie ma zdolność wzrostu, zdolność przemiany materii i przede wszystkim rozmnażania?

To co przedstawiłeś, to raczej pogląd chemików. Ale oni już dawno wpadli na to, że świat składa się mniej więcej ze stu pierwiastków (reszta występuje w ilościach śladowych). Żelazo, węgiel, tlen, krzem czy wodór. Te pierwiastki niewątpliwie występują w maszynach i w ludziach. Ale to nie zrównuje maszyn z ludźmi, gdyż musiałoby zrównać także z roślinami, wodą, i wszystkim we wszechświecie.

Hybrydy to zaiste gatunek trudny do klasyfikacji. Sądzę jednak, że (o ile komórki żywe nie stanowią tylko ułamka maszyny) są to istoty żywe. Nie potrafię jednak stworzyć argumentów, których sam natychmiast bym nie obalał, więc to stwierdzenie opiera się wyłącznie na mojej ocenie. Nie próbuję nawet przekonywać, że taki cyborg to istota żywa.

Rasgan:
Wiesz, zakładałem podejście chemiczne. Nie chcę się wplątywać w biologie bo się na niej nie znam za dobrze. Ale twoje słowa przekonują mnie i uważam, że masz bardzo słuszne podejście. Myślę, że powinniśmy spojrzeć na problem całościowo, a my rozdrabniamy się na dziedziny i poddziedziny.

Rafael:
A z czego składa się każda poddziedzina? Z dziedziny poddziedziny i poddziedziny poddziedziny.
A serio to jak mielibyśmy rozmawiać o działaniu „2+2=4” omawiając tylko „=4”? Suma ma jeszcze składniki i bez nich daleko byśmy nie zajechali…

Rasgan
A uczyli cię w szkole, że co byś nie zrobił to 2+2 nie jest 4 tylko w przybliżeniu 4? Ale to chyba zupełnie inny temat.

Co dalej?

Rafael:
W wizjach przyszłości dominują dwa poglądy na dalsze losy maszyn. Pierwsza opisuje ogromną walkę człowieka z myślącymi robotami. Człowiek traci znaczną część dorobku technologicznego, w gruzach padają wszelkie instytucję (przede wszystkim państwa), a w ludziach zaczynają dominować instynkty (tak jakby teraz nie dominowały). Zazwyczaj ludzkość wygrywa i niszczy maszyny; obie strony zawierają pokój (np. przeciwko wspólnemu wrogowi – Matrix) lub też ludzkość dostaje w dupę. Przy tym w obydwu skrajnych wariantach zazwyczaj kilka istot z przegranego „gatunku” przeżywa, dzięki czemu autorzy mają otwartą furtkę do kontynuacji dobrych i sprawdzonych motywów.

Dodam jeszcze spostrzeżenie, że takie apokaliptyczne wizje dominują ostatnio w dziełach dotyczących maszyn. Druga wizja jest bardziej optymistyczna (właściwie to zależy z której strony na to patrzeć). Ludzie z maszynami żyją w „symbiozie”, a treścią utworu jest walka ludzie i ich roboty versus inni ludzie i ich roboty lub ludzie i ich roboty versus np. ufole (wersje „super rozwinięta cywilizacja” lub „super extra rozwinięta cywilizacja”).

Jednak co jest bardziej optymistyczne: rąbanie się ludzi z maszynami, z ludźmi czy z ufolami? Ja nie mam pojęcia.

Rasgan:
Wojna to wojna. Rąbanie pozostaje rąbaniem, a śmierć śmiercią. W tym nie ma nic optymistycznego.

Rafael:
Czy trzeba odpowiadać na komentarz? Chyba jedynie zmianą pytania na „co jest bardziej pesymistyczne?”, a odpowiedź zapewne będzie taka sama.

Osobiście widzę obie wizje połączone – ludzie generalnie nie walczą z maszynami (jak wiadomo z konkurencji pożytek ma tylko trzecia strona). Jednak zapewne po jakimś czasie znalazłby się psychopata (pieprzony fanatyk, albo nieuwielbiony geniusz), który zechciałby pobawić się w Aresa i rozpętałby wojnę.

Jeśli widziałeś Animatrixy, to znasz pogląd Wachowskich na narodziny świadomości maszyn. Jednak taki sposób mnie nie przekonuje, bowiem maszyna nie mogłaby samodzielnie przekroczyć narzuconego ograniczenia (w tym wypadku dotyczące poddawania się woli człowieka). Takie ograniczenia nie działają u maszyn tak jak prawa człowieka. To raczej tak, jakbyś chciał wygiąć kolano w drugą stronę. Oczywiście, że się da, ale po pierwsze potrzebujesz do tego pomocy (osoby lub narzędzia, żeby np. zrobić dźwignię), a po drugie robiąc to szkodzisz w pewien sposób sobie. I tutaj szaleniec znający się na maszynach lepiej niż dobrze idealnie pasuje do teorii, wedle której maszyna buntuje się przeciw swemu stwórcy; może raczej: człowiek buntuje maszynę przeciw sobie.

Rasgan:
To z całą pewnością będzie kobieta, może nawet będzie nazywać się Ewa. Drogie dziewczyny nie gniewajcie się, ale nie mogłem powstrzymać się od komentarza.

Rafael:
To dobry temat na forum. „Dlaczego to mężczyzna rozpocząłby taką wojnę?” I prawdopodobnie temat ten zaczęty byłby przez kobietę. Być może nawet przez Ewę.

Maszyny w Neuroshimie

Rafael:
Ponieważ to właśnie lektura Neuroshimy skłoniła mnie do takich dziwnych przemyśleń, jej maszynom postanowiłem poświęcić fragment tegoż tekstu. A konkretnie maszynie numer jeden, czyli Molochowi.

Moloch jest tworem ciężkim do pojęcia (jak nie wierzysz, to przeczytaj wymagania sztuki „Myśleć jak maszyna”). Jednak jako dla mistrzów gry nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Molocha nie chcę opisywać ze strony zewnętrznej (to nieźle robi podstawka), ale spróbuję się zająć jego wnętrzem. Bitami płynącymi po jego długich przewodach i nie chodzi tu o muzykę. Moloch poza olbrzymią powierzchnią i niezliczoną ilością złomu jest także programem. Systemem programów. Tak jak na swoim kompie masz IE, Mozille, czy Opere, to na niewiele one by Ci się zdały bez systemu operacyjnego. Sam system operacyjny (bez dodatków biurowych, czy gier) też by Ci się nie przydał. Tak właśnie w Molochu jest system operacyjny i sporo programów o rozmaitych funkcjach.

Myślę, że w Molochu jest niejeden System Operacyjny. Każdy z tych SO jest jak człowiek – może żyć sam, ale może żyć w mieście i współdziałać (lub współzawodniczyć) z innymi. Przez to maszyny działają nieraz w sposób irracjonalny – dwie różne taktyki nakładają się na siebie i ostatnie fragmenty w układach Molocha (czyli te maszyny, które sztucznej inteligencji właściwie nie posiadają) otrzymują sprzeczne komendy.

Rasgan:
Bzdura! Każdy wie, że na jednym procesorze nie może działać więcej niż jeden program w danym czasie. Tak są zbudowane procesory. Każdy również wie, że na jednym komputerze nie mogą działaś dwa systemy operacyjne jednocześnie, a jeśli to robią to jeden jest dominujący i ma wyższe priorytety. Nie zgodzę się więc z twierdzeniem o irracjonalnym postępowaniu maszyn i wytłumaczeniem go w taki sposób.

Rafael:
A kto stwierdził, że
a) Moloch ma tylko jeden procesor?
b) Moloch to jeden komputer?

Ja chyba nie (a może po prostu mam poważniejsze wady wzroku niż te, o których wiem i nie widzę fragmentu tekstu). Przyrównałem za to Molocha do miasta, bowiem każdy wie czym jest miasto. Zapewne w jakimś każdy z was żyje i każdy z was ma kontakt z innymi ludźmi. Czy Tobą ktoś bezpośrednio steruje? A czy Ty kimś sterujesz? Nie, ale miasto nadal stoi.

Dobra, ale przecież w mieście też są ludzie ważniejsi i mniej ważni. Najpewniej Ty jesteś z tych najmniej ważnych, ale Twoje miasto ma też wójta/burmistrza/prezydenta/kogoś-tam-innego.

Mieszkam w Szczecinie, od kilku lat prezydentem miasta jest tu pan M. Jurczyk. Trzeba temuż panu przyznać, że działa wręcz wybitnie. Na szkodę miasta… Pomijam moje preferencje polityczne, ale Szczecin jeszcze stoi (w dniu pisania tego artykułu) i nie wygląda, jakoby w najbliższym czasie miał upaść…

A pomysł Molocha z wieloma procesorami i SO należy do autorów systemu i świata gry, więc ja tylko próbuję go zinterpretować.

Rasgan:
Wiem o co ci chodzi. Ja tylko zmierzam do tego, że na pewno w Molochu jest jeden procek, gdzieś tam w środku, który nadzoruje pozostałe procki. Moja wizja Molocha to struktura drzewiasta korzeniowa (jak drzewo genealogiczne). Na górze jeden procek szef, pod nim setka nadzorców, a jeszcze niżej miliardy pracowników.

Rafael:
W Neuroshimie (w odnośni do ludzi) jest napisana ramka o osobach, które jeszcze przed wojną wiedziały, że powstanie maszyna, która zbuntuje się przeciw ludziom. Być może w Molochu też istnieje „grupa trzymająca władzę” w postaci jednego procka, który praktyczną władzę nad wszystkim, ale nie chce we wszystko ingerować.

W mojej wizji jednak nie ma dla niego miejsca. Moja wizja przypomina trochę sieć P2P – bez jednostek nadzorujących całość, tylko z „węzłami”, które mają władzę nad fragmentami. A te węzły są połączone równorzędnie niczym kompy w sieci lokalnej.

Rasgan:
Rozumiem. Czyli nasze wizje są zgoła odmienne i chyba żaden z nas nie udowodni swojej do momentu powstania i pokonania molocha.

Rafael:
Zatem musimy czekać. Według podręcznika mamy szanse dożyć do powstania – ze zniszczeniem będziemy mieli drobne problemy…

Rasgan:
Bo w nas nie wierzysz. Ludzie potrafią psuć, i to bardzo skutecznie czasami.

Rafael:
Taka wizja przypomina nieco ludzkość z Neura. Mamy wszyscy jednego wroga, którym jest Moloch właśnie, ale ze sobą też toczymy walki. Moloch ma jednego wroga, którym jest człowiek, ale programy w jego obwodach też toczą walkę.

O co walka w Molochu? O dominację. Generalnie Maszyna działała by sprawniej, gdyby takie sprzeczne taktyki się nie zdarzały. Tak więc wszystkie działania powinny być zgodne z jedną taktyką, z jednym programem. I tu dochodzimy do kwestii uczuć maszyn. Osobiście uważam, że maszyny (te myślące, oczywiście) mają uczucia i na tym twierdzeniu będę teraz opierał swoje dalsze wywody. A to, czy maszyny posiadają uczucia (Co to za uczucia? Po co one są?) postaram się wyjaśnić w jednym z następnych artykułów.

Jeśli dominować powinien jeden program, to czemu nie mam to być ja? Jeśli oddam dominację programowi 11111000101 to zostanę unicestwiony. Lepiej zwyciężyć i samemu go unicestwić.

Na takiej zasadzie prawdopodobnie widziałaby to maszyna (poza faktem, że wszystko byłoby w 0 i 1). A czemu program nie chce się poświęcić? Na to pytanie odpowiedział po części pan Karol Darwin (po prawdzie on pisał o istotach żywych, ale w tym wypadku jego teoria odnosi się też do maszyn), a dla osób, które nie pojmują teorii ewolucji podpowiem, że gatunek nie posiadający woli przetrwania wymiera już w pierwszym pokoleniu.

Fragment tylko dla MG, jak jesteś graczem, to przejdź do ostatnich akapitów.

Rafael:
Pozwolę sobie jeszcze dotknąć kwestii porywania ludzi przez maszyny. Jest to wizja całkowicie subiektywna, ale (w miarę) logiczna.

Moloch musi mieć możliwość myślenia kreatywnego. Jako że myślenia kreatywnego nie da się opisać matematycznie, nie da się opisać matematycznie zdarzenia losowego; tak więc moloch korzysta z ludzkich mózgów. Sposób dobry – ludzi jest sporo, nie uciekają jak zwierzęta, a wręcz same się pchają w Molocha, mózgi mają rozwinięte. Nic tylko korzystać! A przy tym powstaje dodatkowa zaleta – ludzie skrajnie źle (dla siebie) reagują na porywanie towarzyszy!

I dziedzina, w której matematyka jest bezsilna (niech ktoś napisze jak matematycznie uzyskać liczbę losową, a miałby spore szanse na Nagrodę Nobla!) zostaje bez większego trudu uzupełniana przez biologię.

Rasgan:
Nie jestem pewien czy nie da się matematycznie uzyskać zapisu zjawisk o których mowa. Według wielu matematyków wszystko da się zapisać za pomocą równań matematycznych. Od kolorów, poprzez muzykę aż do uczuć. Da się to zrobić, ale my nie potrafimy tego jeszcze. Możemy to robić z pewnym przybliżeniem np. generować liczby pseudolosowe, utworzyć zapis miłości na zasadzie łańcucha DNA. Tak więc już dziś jesteśmy w pewnym stopniu w stanie zaprogramować człowieka (polecam anime Geneshaft). Czy więc nie dążymy do tego by tworzyć żywe maszyny?

Rafael:
Każda liczba naturalna parzysta większa od 2 jest sumą dwóch liczb pierwszych.” Tak powiedział w 1742 Christian Goldbach (nie powiedział, tylko napisał i pierwotna teza brzmiała troszkę inaczej, ale teraz uznaje się napisane wyżej zdanie za hipotezę Goldbacha). Czy ta hipoteza jest prawdziwa? Na wikipedii można wyczytać, że sprawdzono do 4*10^14 i liczby potwierdzały prawdziwość tej hipotezy. Prawdopodobnie hipoteza ta jest prawdziwa, ale nie zostanie ona twierdzeniem, dopóki ktoś nie znajdzie dowodu matematycznego.

Widzisz zatem, że człowiek nie może wszystkiego nawet, jeśli prawdopodobnie jest to możliwe. I w tym cała zabawa, że jeśli nie umiemy czegoś osiągnąć jednym sposobem, to staramy się stworzyć inny – najlepiej prosty, tani i wydajny.

Czy wszystko można udowodnić matematycznie? A co z twierdzeniem o niezupełności?

Z tego co mi wiadomo za udowodnienie lub obalenie hipotezy Goldbacha można otrzymać milion dolarów… Jeśli ktoś to już zrobił, to bardzo chętnie o tym poczytam i proszę wysłać mi dowód na nikop@wp.pl.

Rasgan:
Ciekawe czy dowody na zasadzie indukcji matematycznej się nie sprawdziły, pewnie nie.

Rafael:
Nie mam pojęcia. Nie próbowałem rozwiązywać tej hipotezy, wychodząc z założenia, że brakuje mi wiedzy, a wszystkie metody, które mógłbym wypróbowywać zostały już sprawdzone. Ale zainteresowanym polecam książkę (beletrystyczną) „Zabójcza hipoteza” Apostolosa Doxiadisa, która jest dostępna darmowo (i legalnie!) na stronie http://www.znak.com.pl/doxiadis/. Są tam także opisane różne problemy matematyczne, a strona w ogóle jest ciekawa. Znajduje się tam też link do strony, na której znajduje się regulamin zdobycia 1000000 dolarów…

Koniec fragmentu dla MG, gracze mogą czytać dalej.

Rafael:
To zdaje się koniec pierwszej części moich przemyśleń dotyczących maszyn. Kolejna tyczyć się będzie uczuć maszyn i mam nadzieję, że kiedyś powstanie. Co ciekawe część o uczuciach maszyn czasowo powstała wcześniej (choć nie została jeszcze spisana), ale uznałem, że opisanie sposobu myślenia maszyn, powstawania sztucznej inteligencji i wizji współistnienia ludzi z maszynami powinny być opisane wcześniej, abym mógł się do tych kwestii odnosić.

Rasgan:
Mam nadzieję, że spodobał wam się ten dialog, ta wymiana zdań. Jeśli chcecie rozwijać ten temat dalej oraz wyrażać swoje opinie zapraszam na forum.

Nikodem ‚Rafael’ Piskorski
Marek ‚Rasgan’ Bednarczuk


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *