Turniej kuszniczy


Pewnego wieczoru, gdy byliśmy w naszej ulubionej piwnicy w celach oczywistych, zaszła nietypowa sytuacja. Zjawił się drugi MG ze swoją ekipą. Nie dogadaliśmy się kto dziś gra i tyle. Nikt nie chciał zrezygnować z sesji, a miejsca brak. Porozmawialiśmy sobie o różnych ciekawych rzeczach, o aktualnym stopniu zaawansowania postaci, o przebiegu kampanii i takich tam. Po trzydziestu minutach wpadłem na pomysł sesji na dwóch MG.

Wizja była następująca. Ja miałem wziąć swoją drużynę i wprowadzić ich w szybko wymyśloną przygodę. W wiosce, do której, przybyli jest organizowany turniej kuszniczy. Zasady są proste. Do lasu wchodzi kilka czy kilkanaście drużyn (w moim przypadku były to dwie) z przeciwnych stron i mają w nim odnaleźć złotą kuszę, z której srebrnym bełtem mają strzelić do mithrilowej tarczy. To nie koniec. Po użyciu wszystkich trzech przedmiotów potęgują się ich moce (tworzą zestaw jak w Diablo). Ale o tym później.

W lesie wszystkie chwyty są dozwolone, a turniej trwa od dwu godzin do kilkunastu dni. Czasami się nie kończy, bo żadna z drużyn nie wygrywa (giną po prostu). Ale po co nam dwóch mistrzów? Sprawa jest prosta. Jeden z mistrzów bierze jedną drużynę i wprowadza ją w las (może być zwykły, magiczny, mroczny, jaki sobie wymyślisz). W lesie może się rozegrać jeszcze jakaś pomniejsza przygoda. Gracze szukają sobie czego chcą i robią co chcą, a co jakiś czas (30 minut) MG kontaktują się ze sobą, opisując pokrótce działania drużyn. Po co? Bo moi wspaniali gracze znaleźli tarczę i kusze, ale nie mieli bełtu, więc zaczęli zastawiać pułapki na przeciwnika. Organizowali zasadzki i ogólnie robili Wietnam. Musiałem więc opisywać drugiemu mistrzowi, co i gdzie się znajduje, jakie są szanse znalezienia tego i w ogóle. Momentami nawet wymienialiśmy się drużynami.

Sprawa komplikuje się jednak, gdy dojdzie do jawnej konfrontacji między graczami. Wtedy bierzemy obydwie drużyny do siebie, dajemy im kartki i każemy opisywać co robią (lub jeśli mamy dość czasu, to cicho rozmawiamy z każdym), a później po zaznaniu się z przebiegiem rundy puszczamy czas, opowiadając im, co się dzieje. Ten moment to największa bolączka całego pomysłu. Wtedy przydałoby się jeszcze ze dwóch MG – ale jakoś sobie radziliśmy. Jeśli macie jakieś inne rozwiązanie tej sytuacji, to czekam na maila.

Taka sesja tak bardzo się spodobała moim graczom, że co roku chcą wracać do tej wioski i wygrywać turniej, bo artefaktami obłowić się można. Dodatkowo, co jakiś czas, organizują sesje-przerywniki, podczas których grają w coś w rodzaju Capture the flag. Chcą biegać po zamku i zastawiać pułapki na drugą drużynę.

Powiem wam, że to całkiem przyjemna zmiana. Warunkiem jest jednak drugi MG, i to najlepiej taki, z którym w miarę dobrze się znamy.

Przedmioty magiczne opisane są w artykule Kusza i bełt.

Marek ‚Rasgan’ Bednarczuk


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *